Legenda o świętym Ronanie

Legenda o świętym Ronanie

Święty Ronan urodził się i mieszkał w Irlandii prawdopodobnie w VI wieku po narodzeniu Chrystusa.

Któregoś dnia do pogrążonego w modlitwie świętego przemówił anioł:

    – Ronanie, Bóg żąda od ciebie, byś opuścił to miejsce. Jeśli chcesz uratować swą duszę, udaj się do Kornwalii armorykańskiej.

    Posłuszny głosowi mnich przepłynął na drugi brzeg morza na … wielkim kamieniu[1]. Wybrzeże armorykańskie okazało się wielce niegościnne. Zamieszkiwała je banda rabusiów plądrująca rozbite statki. Ronan rozpoczął swój pobyt w Armoryce od nauczania słowa Bożego. Próbował w ten sposób odwieść rabusiów od ich niecnych zwyczajów. Nikt oczywiście nie chciał go słuchać. Co więcej, zagrożono mu, że jeśli nie zamilknie dobrowolnie, zostanie uciszony siłą.

 

Św. Ronan - Flicr - idomenée2009. CC BY-SA 2.0

Św. Ronan – Flicr – idomenée2009. CC BY-SA 2.0

  Widząc, że nic nie wskóra za pomocą perswazji, Ronan poprosił Boga o dzwonek, który byłby słyszany na dalekim oceanie. Otrzymał go i odtąd mógł ostrzegać przed rabusiami zbliżające się do wybrzeża statki. Z dnia na dzień zabrakło rozbitków, a winą za ten stan rzeczy obarczono Ronana. Święty musiał uciekać. Kamień, na którym przepłynął niegdyś morze, zamienił się w klacz, na której grzbiecie udał się do lasu Navet porastającego ląd w okolicach zatoki Douarnenez.

    W owych czasach roiło się w lasach od dzikiej zwierzyny. Któregoś dnia przed modlącym się Ronanem przebiegł wilk z owieczką w pysku, a za nim lamentujący pasterz. Wystarczyła krótka modlitwa świętego, by wilk porzucił całą i zdrową owcę u jego stóp.

    Od tej pory wdzięczny pasterz często zachodził do świętego na pogawędki. Sprzeciwiała się temu jego żona Keben – według niej rozmowy na temat Boga i wiary były marnowaniem czasu. Jej nieprzychylność w krótkim czasie zmieniła się w złośliwość, toteż nie dziw, że udała się ze skargą do króla Gradlona do Quimper.

    – Jaśnie panie, żądam sprawiedliwości: widziałam jak Ronan zamienił się w wilka, jak porwał i udusił moją córeczkę – zawołała zalewając się łzami.

    Król, w owym czasie jeszcze niezbyt przychylny chrześcijanom, natychmiast kazał pojmać świętego i przyprowadzić przed swoje oblicze. Zadecydował, że podda go próbie – postanowił wypuścić na niego zgłodniałe psy.

    – Jeśli jest niewinny, jak nas o tym zapewnia, niewinność go uratuje – stwierdził.

    Ku zdziwieniu zebranych, na znak krzyża psy potulnie położyły się u stóp Ronana, zaczęły się łasić i lizać mu ręce. Gradlon zrozumiał, że Keban go okłamała.

    – Święty człowieku, jak mam cię przepraszać za uczynioną ci krzywdę ? Czego żądasz?

    – Pragnę tylko litości dla dziecka, które zamknięte jest w kufrze ukrytym w drewutni Keban.

    Rzeczywiście, w przyniesionej skrzyni znaleziono martwą dziewczynkę. Przywrócona do życia za sprawą modlitwy Ronana, zaraz rzuciła się na szyję swojemu ojcu.

    Jednak Keban nie dała za wygraną i dalej prowadziła walkę ze świętym. W końcu Ronan był nią już tak zmęczony, że – wychodząc z założenia, iż lepiej mieszkać z lwem lub smokiem niż ze złośliwą kobietą – postanowił opuścić okolice. Po długiej wędrówce dotarł do Hillion, niedaleko Saint-Brieuc, gdzie dokonał żywota.

    Po jego śmierci władcy i biskupi Léonu, Kornwalii i Penthièvre zaczęli wieść spór o miejsce jego pochówku. Ktoś podsunął pomysł, by położyć ciało na wozie ciągnionym przez cztery woły – święty sam miał je poprowadzić do miejsca, gdzie chce spocząć na wieki.

    Woły wędrowały przez całą Bretanię. Po drodze w któryś piątek przejeżdżały przez Porzay, gdzie Keben najspokojniej w świecie prała, nie zważając na niepisane prawo bretońskie zakazujące wykonywania tej czynności w piątki przez szacunek dla krwi Chrystusa. Kiedy zorientowała się, czyje ciało spoczywa na wozie, rzuciła się na woły i tak długo waliła je kijanką, aż jednemu odpadł róg. Odtąd miejsce, gdzie się to działo, zwane jest Plas-ar-Horn, co znaczy Miejsce Rogu.

    – Wracaj ścierwo, skąd przyszedłeś! Wynocha stąd! – wrzeszczała. – Idź zgnić ze zdechłymi psami!

    Nagle ziemia otworzyła się i pochłonęła jędzę – miejsce to oznaczone jest krzyżem, przed którym nikt nigdy się nie żegna.

    Tymczasem kondukt ruszył w dalszą drogę, by zatrzymać się dopiero w Locronan, gdzie później wybudowano kościół i przylegającą do niego kaplicę Pénity – miejsce spoczynku świętego. Pod kamienną płytą nagrobną, podtrzymywaną przez sześć aniołów, przeprowadza się dzieci, które mają problemy z chodzeniem.

   

Talerz ceramiczny z Quimper przedstawiający pielgrzymkę "Troménie de Locronan" (sprzed 1930 r.), za zbiorów Musée de Locronan.  CC BY-SA 4.0

Talerz ceramiczny z Quimper przedstawiający pielgrzymkę „Troménie de Locronan” (sprzed 1930 r.), za zbiorów Musée de Locronan. CC BY-SA 4.0

   Co sześć lat rusza w drogę pielgrzymka zwana grande Troménie. Pielgrzymi mają do pokonania 12 kilometrów – trasę, którą święty przemierzał każdego tygodnia. Wędrują niezależnie od pogody mając w pamięci wydarzenie sprzed lat, kiedy to podczas ulewnego deszczu same sztandary wyruszyły w drogę, nie czekając na ociągających się pielgrzymów.

    Raz do roku, na początku lipca ma też miejsce petite Troménie – jej czterokilometrową trasę przemierzał święty każdego ranka. Po drodze pielgrzymi trzykrotnie obchodzą granitowy głaz zwany „krzesłem świętego” (kador sant Ronan) lub jego „klaczą” (ar gazeg ven) – to ten sam kamień, na którym Ronan przypłynął z Irlandii i który później zamienił się w klacz. Siadają na nim niepłodne kobiety, mając nadzieję na uleczenie.

    Każdy Bretończyk powinien choć raz w życiu wyruszyć śladem świętego, gdyż – jak się powszechnie uważa – kto nie odbędzie Troménie za życia, będzie musiał ją przejść po śmierci, a każdego dnia wolno mu będzie posunąć się tylko o długość własnej trumny.

 

[1]   Wędrowcy opuszczający Brytanię ładowali na swe łodzie duże kamienie, które służyły im do przygotowywania posiłków podczas podróży. Po dopłynięciu do Armoryki porzucali na brzegu swe łodzie, które po pewnym czasie próchniały i rozpadały się – zachowywały się tylko kamienie. Stąd przekonanie, że Brytowie przypływali do Armoryki na kamieniach.

Przekład z francuskiego: Ewa Waliszewska